Pismo kulturalno-artystyczne "LAMUS"

LAMUS 1/7 2011 - MIEJSCA

LAMUS 1/7 2011 - MIEJSCA
  Ukazał się 7 nr Pisma kulturalno-artystycznego „Lamus” zatytułowany „Miejsca”. Pismo dostępne jest w Klubie „Lamus” na wieszaku oraz w salonach Empik.

  LAMUS 1/7 MIEJSCA
  Emocjonalne traktowanie miejsc bywa – chłodnym patrząc okiem – zdumiewające. „Moje miejsce”, „miejsca zamieszkania”, „moje miejsce rodzinne”, „ukochane”, ale także miejsca jeszcze nie poznane, lecz „upragnione”, „wymarzone”, „wyśnione”. To określenia dwu różnych (najczęściej) rzeczywistości i miejsc, rodzaj przykładowych tabliczek znamionowych, szyldów, za którymi stoją konkrety – niekiedy żałośnie ubogie, innym razem zadecydowanie niepiękne, zwykle – idealizowane. Idealizacji poddawane są obie grupy „miejsc”.
    Wizerunki konkretyzacji jednej grupy określeń, nazwijmy je „przypisanymi”, odnajdujemy przede wszystkim w pamiętnikach wspomnieniowych, czyli memuarach. Druga grupa znajduje swoje ukonkretnienie we wszelkich zapisach z podróży, listach lub opowieściach, często jako zdjęcie czy kadr filmowy, nierzadko „wtórne”, bo w wyobraźni zarówno nadawcy jak odbiorcy funkcjonują one już wcześniej w zestawieniu z „pierwotnymi” obrazami, które rozbudziły naszą ciekawość, to jest cudzymi opowieściami, fotografiami czy zapiskami.
    Miejsca z pierwszej grupy najczęściej są przeciętne, nawet „byle jakie”, z widocznym trudem opierające się tandecie (bo tańsza) za sprawą wyodrębnianych dumnie ładnych fragmentów tych miejsc, takich jak mur, historyczna budowla, ciekawa fasada, zapomniany zaułek, jakiś fragment parku, niekiedy udana współczesna realizacja architektoniczna. Takie jest moje miejsce, „miejsce rodzinne”. Takie są też rodzinne miejsca wielu znanych mi Osób.
    Drugie miejsca natomiast (wymarzone) zdają się idealne, co najczęściej bywa złudne. Zachwycają, bo poznajemy zaledwie kilka ich cech: jesteśmy tu przejazdem (ale pragniemy powrócić) albo w urodzie miejsc znajdujemy swoistą konsolację, bo jesteśmy w psychicznym „dołku” (bądź przeciwnie: euforii ) i po prostu pragniemy odmiany. Każdej odmiany. Takie właśnie potrzeby zaspokaja turystyka muzealna, czyli współcześnie realizowana „podróż z tezą”: zobaczyć i „zaliczyć”.
    Literatura wspomnieniowa oraz relacje z podróży to popularne dziś dwie odmiany słowa, zarówno pisanego jak mówionego. Choć są one – a może dlatego? – tak łatwo i w nadmiarze dostępne, uznaliśmy te właśnie tropy za nieistotne dla zawartości aktualnego zeszytu „Lamusa”. Nie znajdą więc tu Państwo żadnych wskazań turystycznych, opinii czy zachęt. Nie będziemy też przedstawiać kalejdoskopu miejsc – wspomnień. Uznaliśmy, że ich suma składa się w wielką, uniwersalną figurę DOMU – z podwórzem, krzakiem bzu, jabłonką, czasem komórką na opał, innym razem trzepakiem do dywanów i chodników, ławeczką, (koniecznie!) oraz tym wszystkim, co magiczne, a niewyrażalne.
    Przyjmując tytuł Miejsca, pragnęliśmy dotrzeć do innej jeszcze „magii” czy „chemii” rządzącej naszą percepcją i zwrócić uwagę na to, co miejsca stwarza, wydobywa je i czyni unikatowymi. Co je różnicuje i powoduje, że nagle stają się godne lub przeciwnie – niegodne zainteresowania, niekiedy wbrew okolicznościom czy logice, ale też co miejsca unicestwia. Niezawodną mistrzynią sprawczą jest w takich przypadkach procesualność, w której zawiera się i sam moment historyczny, i wyobraźnia człowieka (zbiorowości). To dzięki sekwencji przypadków, zdarzeń i pragnień odbywa się alchemiczna niemal przemiana w (jakimś) miejscu czy z (jakimś) miejscem. Przykładami takich przemian jest Zakopane, Gdańsk czy – może najbardziej – Łódź i wiele innych; niektórym z nich pragniemy przyjrzeć się bliżej w przyszłości.
    Zeszyt oddawany do rąk Państwa jest opowieścią kolistą, również w takim znaczeniu, że doskonała figura, jaką jest i koło, i kula, zrównuje ze sobą wszystkie punkty. Każdy na obwodzie koła bądź na powierzchni kuli jest centralny. Z takim właśnie przekonaniem przedstawiamy, zestawiamy i zbliżamy pozornie tylko nieporównywalne i odległe miejsca, jednym jest Kosmos/Wszechświat (Honorata Korpikiewicz), a obok niego – niewielka miejscowość w Lubuskiem (Anna Zielińska). W pierwszym, choć jesteśmy jego elementem, wciąż bywamy na zasadzie gościa, ono dopiero „staje się” w naszej świadomości, drugie natomiast jest przykładem płytkiego i bolesnego zakorzeniania się i wrastania, pokazując stopniowe pozbywanie się niechęci do miejsca początkowo niechcianego.
    Jak bardzo sami jesteśmy kreatorami miejsc, opowiadają w rozmaity sposób teksty Beaty Frydryczak i Lecha Suhomlynova, wskazujące wprost ich „ducha sprawczego”. Wysiłek zbiorowości odmienia fragmenty dobrze powszechnie znanych miejsc; są to Tatry w tekście Jacka Kolbuszewskiego, Manchester, jaki przywołuje Paweł Orzeł, Gościkowo – Paradyż z eseju Cezarego Zycha. W przypadku ostatniego z wymienionych tekstów nie jestem pewna swojej klasyfikacji, bo Zych sięga po dwa Paradyże. Jeden to znakomity kompleks architektoniczny o zajmującej historii, drugi – pojawia się za sprawą samego Autora, który spowodował, że miejsce to stało się „rajem muzycznym”.
    Miejscami rządzą procesy sterowane i napędzane potrzebą i wyobraźnią człowieka. Dlatego destrukcja towarzyszy krok w krok procesom kreacji miejsc. Kiedy odejmiemy jakiemuś miejscu jego sens, wówczas rozpoczyna się, niemal w tym samym momencie, proces odwrotny kreacji – destrukcja i dezintegracja. O miejscach przeklętych pisze Jarosław Poliszczuk, Andrzej Stasiuk, Małgorzata Czabańska-Rosada. Ten aspekt degradacji miejsca pojawia się fragmentarycznie również u Autorów wspomnianych wcześniej (Orzeł, Frydryczak). O nieuchronności utraty funkcjonalności na skutek postępu cywilizacyjnego pisze Marek Pabich na przykładzie dziewiętnastowiecznych paryskich pasaży, które są dziś w części porzucone i zastąpione przez wielkie centra handlowe, wyprowadzone do odległych przedmieść.
    Problem kreacji miejsc, ich nietrwałość, wariantowość, zastępczość, sposoby ich tworzenia i tracenia, a także skomplikowane relacje, jakie każdorazowo pojawiają się między miejscem a jego animatorem, są stale obecne w twórczości Zbigniewa Rybczyńskiego, nierzadko stając się centralnym przedmiotem kolejnych projektów artystycznych. Ich fragmenty, bądź pojedyncze kadry filmowe, stanowią ilustracje tego zeszytu pisma, bo to, co wymyka się słowu (warstwie werbalnej) może zwielokrotnić swoje znaczenia „opowiedziane” obrazem.
    Pamiętam lekturę czytanego przynajmniej kilkanaście lat temu wiersza Krzysztofa Karaska. Pamięć nie zatrzymała tytułu utworu ani jego ostatecznej tezy; błąka się w niej jedynie świadomość doznanego wówczas wzruszenia i samotna fraza: „jesteś punktem centralnym na kuli”. Do tego wrażenia dopisałam przedwczoraj pamięć zobaczonej gdzieś w pośpiechu fotografii, przedstawiającej drogę pełną pędzących samochodów i stojącego na poboczu autostopowicza z tabliczką, na jakiej zwykle umieszcza się nazwę miejsca, do którego ów ktoś zmierza. Na tej ze zdjęcia widniał napis NOWHERE.
    Oba te wątki były nam bliskie przy redagowaniu „Lamusa”, zatytułowanego Miejsca. •
Gabriela Balcerzak 

SPIS TREŚCI:

OD REDAKCJI    

Honorata Korpikiewicz
CZY KOSMOS MA WPŁYW NA LUDZKIE ŻYCIE? SZKICE Z KOSMOEKOLOGII

Anna Zielińska
MIEJSCA NIECHCIANE

Andrzej Stasiuk
MELANCHOLIA PRZEJŚĆ
TARG

Jacek Kolbuszewski
WYPRAWA I ROMANTYCZNE SYMPOZJUM NA SZCZYCIE KRYWANIA

Jarosław Poliszczuk
MIASTO PRZEKLĘTE: MIĘDZY MARTWYM PRZEMYSŁEM A ŻYWYM CZŁOWIEKIEM

Beata Frydryczak
PARK MUŻAKOWSKI

Marek Pabich
CZAS WIELKIEJ PROSPERITY. KRYTE HANDLOWE PASAŻE PARYŻA PRZEŁOMU XVIII i XIX WIEKU

Cezary Zych
PARADYŻ CZYLI W SAMYM ŚRODKU TAJEMNICY

Paweł Orzeł
TONY WILSON I JEGO MANCHESTER

Lech A. Suhomlynov
KIJÓW JAROSŁAWA IWASZKIEWICZA: MIASTO RODZĄCE LITERATURĘ

Małgorzata Czabańska-Rosada
MIEJSCA ZRANIONEJ PAMIĘCI

ZBIGNIEW RYBCZYŃSKI

Pobierz pdf.
 
 
Archiwum |